Prace
FGM, czyli „genitalne okaleczanie kobiet” (2020)
Wypowiedź ta powstała jeszcze w roku 2020, w początkowej fazie mojej przygody z usystematyzowaną socjologią, której urokowi bez reszty uległem (w ferworze ekstazy nabyłem ogromy ilustrowany podręcznik Giddensa, który uważam za jeden z moich największych skarbów).
Tekst niniejszy zagadnienie FGM nie tyle jedynie lekko trąca, ile uwzględnia również dwa źródła pomocnicze: fragment (rozdz. 2) Antropologii kulturowej J. D. Ellera oraz wybrane fragmenty Socjologii ciała C. Schillinga. Są tu wyraźnie widoczne rysy mojej socjologicznej adolescencji i jeszcze zupełnie podstawowego rozumienia analizy procesów kulturowych, lecz zamieszczam tu ten krótki komentarz, by mógł stanowić odniesienie i probierz do komparatywnej oceny ewolucji moich poglądów (porównania będą możliwe, jeśli Czytelnik pochyli się nad moimi kolejnymi tekstami lub wpisami). Prof. Renata Włoch, moja wspaniała przewodniczka po świecie socjologii, z właściwą sobie elegancją i pobłażliwością oceniła tę wypowiedź, jako „dobre wyważenie między logosem, etosem i patosem”.
Od konieczności do nazywania — a priori w strumieniu doświadczenia (2021)
Jest to praca zaliczeniowa, podsumowująca wyjątkowy, roczny kurs prof. Marcina Poręby (WF UW), w którym śledził on osiowe poglądy I. Kanta i L. Wittgensteina, wykazując pewne punkty styczne na tle tradycji filozoficznej, porównując je ze sobą (gdy było to zasadne) i odnosząc do myśli współczesnej (głównie filozofii amerykańskiej).
W pracy niniejszej prowadzę systematyczny wywód w formule akademickiej, czyniąc zadość strukturze wykładu mojego szanownego Promotora. Był to już moment, w którym — jak mi się zdaje — zacząłem odnosić pierwsze sukcesy w rozumieniu myśli filozoficznej, a ściślej najbardziej dla mnie atrakcyjnej epistemologii. Punktem wyjścia do rozważań jest opozycja a priori — a posteriori, które dziś dość jednoznacznie rozumiemy jako z góry — z dołu. Niewielu jednak wie, że takie rozumienie tej pary „opatentował” Kant (choć robili to wcześniej scholastycy, tyle że nie byli tacy sławni).
Jak żyć po końcu świata? Solarna i nocna strona diagnozy Achille Mbembego (2021)
Ten tekst jest polemiczną odpowiedzią wobec pracy A. Mbembego, urodzonego w Kamerunie humanisty, który szlify zdobywał w Europie, m. in. na paryskiej Sorbonie (zapewne również stąd u niego silne wpływy XX-wiecznej myśli francuskiej). Być może „polemika” to określenie zbyt daleko idące: niektóre stwierdzenia lub fragmenty tekstu, które można by uznać za słabe strony, posłużyły mi za płaszczyznę do otwartego namysłu i refleksji. Postanowiłem zastosować tu luźniejszą formę i pozwoliłem płynąć narracji, rezygnując ze szczegółowych odniesień do piśmiennictwa. Mbembe, który jako aksjomat przyjmuje, że nomosem naszego świata (a być może i całej Ziemi) jest wojna, przygląda się bliżej jej dwóm przejawom w historii, czyli niewolnictwu i rasizmowi, korzystając przy tym z terminologii Heideggera, Foucaulta, Agambena i Esposito. Wspiera się również teoriami Freuda i Lacana, a nade wszystko — co sam przyznaje — inspiruje go myśl Frantza Fanona (którego „Wyklęty lud ziemi” już czytam i niechybnie stanie się kanwą do jakiegoś dłuższego wpisu w kategorii Uwag do Rzeczywistości).
Otwarcie okien w dusznej komorze gazowej — komentarz do „Ksenofobii i wspólnoty" Musiała i Wolniewicza (2022)
List ów był rozszerzonym głosem w dość ożywionej dyskusji dotyczącej relatywizmu i etnocentryzmu, którą prowadziłem z moim wspaniałym mentorem, prof. Adamem Górniakiem, w serii posiadówek zarówno na żywo, jak i na łączach telefonicznych. Profesor w pewnym momencie zdecydował się przesłać mi tekst książki tych dwóch uroczych dżentelmenów, którzy widać tak dobrze czuli się w swoim towarzystwie (być może trafili na siebie, jak dwie połówki platońskiego jabłka), że postanowili wespół intelektualnie się rozpłodzić. Efekt — jak to u Wolniewicza — może porażać, ale nie mogę mu odmówić umysłowej i retorskiej sprawności, a nawet pewnej, odcinkowo widocznej, konsekwencji logicznej — oczywiście w ramach przyjętej przez siebie „logiki”. Niezmiernie ciekawym jest fakt, że z zespołu tych samych obserwacji i faktów, dwóch ludzi (czyli ja i prof. Wolniewicz) może wyciągać tak krańcowo odmienne wnioski: może to też jest nomos Ziemi (a nie tylko wojna, jak chciał Fanon i Mbembe).
