20-21.06.23: Pascalowskie peregrynacje z WF UW
Na gorące dni czerwca ogłoszono konferencję, która za tło rozważań przyjęła zagadnienie granic rozumu, zaś w pierwszym planie postawiła sylwetkę francuskiego mistyka, geometry i wynalazcy, Blaise’a Pascala. Terminowe stawiennictwo w murach Wydziału zażądało ode mnie — jak to nieraz się zdarza — sprintu Świętokrzyską, której rozpalone betonowe lico, mimo wczesnej pory, już dosyć intensywnie odbijało promienie hurtem wysyłane przez nisko zawieszoną, rozżarzoną tarczę słoneczną, tworząc w powietrzu wrażenie falującej pustynnej fatamorgany i zwiastując iście diabelskie rozwinięcie w dalszej części dnia. Dzień z Pascalem zapowiadał się upalnie.
W auli imienia Ossowskiej (centralnym punkcie niegdysiejszego Instytutu), z surowego, nieoprawionego, czarno-białego portretu, na pierwsze rzędy, ale przede wszystkim na prelegenta, czujnym i badawczym wzrokiem zerka sama Maria Ossowska, będąc pierwszym strażnikiem a zarazem lustratorem logicznej spójności i etosu wygłaszanych tu stwierdzeń. Organizatorzy przezornie zaopatrzyli salę w pewną ilość butelkowanej wody, ale postawmy sprawę jasno: nie starczyłaby cała woda świata, by ostudzić spór racjonalistów z empirystami. Blaise Pascal należy do tych fenomenów w historii, które jak w soczewce skupiają główne osie filozoficznego sporu: ciało a umysł, Bóg a nauka, człowiek a świat, problem religii, problem szczęścia, moralności, właściwej aksjologii, czy wreszcie wiedza teoretyczna a wiedza praktyczna (którego to rozróżnienia, jak głosi Tatarkiewicz, Pascal nie znał i nie dokonywał). Szacowni referenci postanowili przynajmniej z częścią tych węzłowych zagadnień się zmierzyć.
Prof. Wojciech Sady (UŚ) rozpoczął cały blok programowy od przedstawienia sylwetki Pascala z perspektywy filozofii nauki, a więc naświetlając niektóre jego dokonania fizyczno-praktyczne, przede wszystkim eksperymenty z rtęcią (zainspirowane lekturą prac Torricellego) i równowagą płynów, które ostatecznie przekonały Pascala (czemu dał wyraz w liście do swojego szwagra, Periera), że pogląd „uważany za pewnik” przez wszystkich filozofów, iż „natura boi się próżni” (horror vacui), jest błędny. Pascal postulował i, jak mniemał, udowodnił doświadczalnie istnienie próżni w przyrodzie — choć jak wiemy trzeba było jeszcze wielu dziesięcioleci z flogistonem i eterem, zanim pogląd (głównie za sprawą Einsteina) nt. istnienia próżni ostatecznie się ukonstytuował. Prof. Sady mówił, rzecz jasna, również o badaniach gier hazardowych i badaniach cykloidy, prowadzonych przez Pascala — jednak prawdopodobnie nie tylko w mojej pamięci utkwiła historia o pewnym eksperymencie. Pascal opisuje mianowicie swoje doświadczenie z 14 metrowymi, szklanymi rurami wypełnionymi winem (w tamtych czasach wytworzenie ze szkła cylindra choćby metrowego graniczyło z niemożliwością), które jeszcze oprócz tego w pewnym momencie obrócono o 180 stopni. Pan Profesor zakwestionował prawdziwość tej historyjki na wielu poziomach, zachowując przy tym — według mego zdania — dużo wyrozumiałości dla naszego bohatera. Widać z tego, że nawet Pascal bywał kłamczuszkiem, gdy w grę wchodziło uprawomocnienie najistotniejszych tez.
W ciekawy i charakterystyczny dla siebie sposób, to jest biorąc na warsztat ewolucję i zastosowanie aparatu pojęciowego, drogę Pascala do obalenia zasygnalizowanego już mitu horror vacui tropił prof. Bartosz Działoszyński (UW). Uwydatnił on m.in. rolę sporu, do jakiego doszło (na drodze epistolarnej wymiany) między Pascalem, a księdzem jezuitą (i nauczycielem Descartesa z Rouen) Étienne Noëlem. Noël stał na stanowisku arystotelesowskim, atakując wyniki Pascala po opublikowaniu „Nowych eksperymentów z próżnią” (Experiences nouvelles touchant le vide, 1647).
Prof. Jacek Hołówka (UW), w kontekście zakładu Pascala i klasycznego podziału porządków (serce i rozum), wprowadził dwie podstawowe możliwości aksjologicznego rozstrzygania: sofistykę i kazuistykę, przy czym argumentował na rzecz oczywistej wyższości kazuistyki. Pod koniec swego wystąpienia Profesor podał do dyskusji kilka nieoczywistych przykładów, m.in. zagadnienie społeczności LGBT, nieuwzględnienie w ramach powyższego skrótu hermafrodytów, i ogólniejszą kwestię społecznego stosunku mniejszości do większości. Wywołało to wyraźne poruszenie na sali i sprowokowało pytania, które — jak można się domyślać — nie doczekały się i pewnie nigdy się doczekają pełnej i satysfakcjonującej odpowiedzi.
Prof. Jan Woleński (WSIiZ), którego obecność jedynie poprzez łącza internetowe zasmuciła mnie, gdyż miałem nadzieję spotkać się z nim na żywo, przeanalizował pascalowski zakład z punktu widzenia logika, epistemologa i (po jakiejś części) agnostyka. Udało mi się zapytać Profesora, czy w toku swoich wieloletnich badań odkrył jakiś sposób, najpewniej z poziomu meta, by ocenić zasadność zakładu z wyłączeniem stosunku emocjonalnego i światopoglądowego, jaki niewątpliwie rzutuje na ocenę założeń Pascala. Pan Profesor, czego mogłem się spodziewać i odpowiednio uwzględnić to w pytaniu, załatwił mnie swoim starym trickiem, czyli onus probandi. Jeśli Bóg istnieje, to ciężar dowodu spoczywa na wygłaszającym takie stwierdzenie. Mogę tylko powiedzieć, że argument ten znam nie tylko z podręcznika Woleńskiego, ale również z wielu jego wystąpień, i uznaję go — przynajmniej w tym kontekście — za niewystarczający, a nade wszystko niezadowalający.
Bardzo ciekawie, wprzódy logiczno-matematycznie, a następnie psychologicznie, omówił zakład Pascala prof. Adam Grobler (UO). W pewnym momencie umieścił on zakład w planie teorii racjonalnego wyboru i zestawił go z Teorią Perspektywy (Prospect Theory, 1979) Kahnemana i Tversky’ego, za którą badacze otrzymali Nobla z ekonomii w roku 2002. W myśl powyższej, zostały zaakcentowane dwa główne twierdzenia ogólne:
- Ludzie bardziej martwią się stratą, niż cieszą się z zysku
- Ludzie przeceniają prawdopodobieństwo zdarzeń mało prawdopodobnych
Grobler przywołał również pojęcie fallibilizmu, który głosi, iż wszelka wiedza jest niepełna, a przy tym odwoływalna i korygowalna — według Profesora, na gruncie fallibilizmu da się wyjaśnić przecenianie prawdopodobieństwa, w miejsce którego ludzie raczej liczą na rewizję rozkładu prawdopodobieństwa, co jest pozorne. Człowiek nie jest, lecz bywa istotą racjonalną, a na konkretne decyzje jednostki wpływ ma nie tylko stan wiedzy, ale również wielka liczba czynników towarzyszących. Profesor konkludował, pozostawiając sprawę otwartą, jednak przeciw zakładowi wysunął ciekawe argumenty z Lema i Twaina: Czy Bóg, o ile istnieje, nagradza lub karze? Czy faktycznie życie wieczne jest nagrodą? Lem pisał, że „ludzie nie pragną nieśmiertelności, nie chcą tylko umierać”, zaś Twain, ustami kapitana Stormfielda, zasugerował możliwość, że w niebie „zieje nudą”.




