Filip Borkowski

Witaj! Zapraszam Cię do krótkiego giro po moim świecie — będzie to tylko wycieczka objazdowa po najważniejszych punktach, ale niewykluczone, że coś zwróci Twoją uwagę i skłoni Cię do refleksji, a być może nawet do zajęcia jakiegoś stanowiska!

Spektrum moich zainteresowań jest na tyle szerokie i nieoczywiste, że najczęściej gdy komuś je przedstawiam, spotykam się w reakcji z niedowierzaniem i (wyrażonym nie wprost) posądzeniem o przesadę. Mam nadzieję, że treści tu zamieszczone, pozwolą rozwiać choć odrobinę wątpliwości. Na tej stronie znajdziesz kilka moich esejów, wiele przemyśleń i wskazówek (także audiowizualnych) do dalszego samodzielnego rozwinięcia.

Zawodowo interesuję się marketingiem, a ściślej SEO i SEM, które w oczywisty sposób wymagają przynajmniej podstawowej wiedzy z zakresu marketingu treści, co dla mnie — jako entuzjasty kreacji tekstów — jest podwójną motywacją do pogłębiania wiedzy. Pasjonuje mnie filozofia, teoria poznania, socjologia, psychologia, neuronauki, ekonomia behawioralna i nowe technologie — co na poziomie biznesowym można z powodzeniem implementować w sprzedaży, komunikacji, negocjacjach, usługach doradczych i organizacji.

Wartości

W tym miejscu mógłbym z czystym sercem wskazać triadę platońską, lecz wymagałoby to również opisania, jak zmieniało się moje pojmowanie terminów prawdy, dobra i piękna. Poza tym, na poziomie zawodowym i praktycznym, pojęcia te są zbyt ogólne, przez co mają ograniczoną stosowalność. Uściślijmy zatem.

1. Wolność

Wielu rozumie wolność, jako brak obowiązków, np. brak obowiązku pracy. Ja rozumiem wolność dokładnie odwrotnie, tj. jako ustawiczną pracę, ukierunkowaną na zwiększanie samoświadomości oraz zdobywanie i poszerzanie wiedzy. W tym ujęciu obowiązek jest — mówiąc za Anzenbacherem, syntetyzującym myśl Kanta — kategorycznym prawem rozumu. Na poziomie organizacji tak rozumiana wolność powinna być jedną z wartości kluczowych, przynoszącą optymalne rezultaty w zarządzaniu zasobami ludzkimi, sytuując pracownika podmiotowo i w efekcie wspomagając jego rozwój oraz wzrost produktywności.

2. Nauka

Po latach zaniedbań powróciłem do nauki i de facto odkryłem ją na nowo. Mam na myśli naukę zarówno jako dziedzinę poznania, jak i naukę jako aktywne i świadome uczenie się. Metoda naukowa wydaje mi się najlepszą (ze wszystkich dostępnych) drogą dotarcia do prawdy o świecie, zaś uczenie się i zdobywanie nowej wiedzy, jako droga do wolności — jedną z najbardziej wartościowych i najwznioślejszych czynności. Już jakiś czas temu przysiągłem sobie nigdy więcej tej dziedziny nie zaniedbać.

3. Odpowiedzialność

Wobec siebie i wobec innych, także wobec Świata (uważam, że każdy świadomy członek kultury Zachodu winien taką kategorią się posługiwać). Odpowiedzialność za powierzone zadania i powzięte zobowiązania. Umiejętność wzięcia na siebie określonego brzemienia uwiarygadnia i buduje zaufanie.
Andrzej Blikle w Doktrynie jakości wyróżnia odpowiedzialność opresyjną i godnościową, a w kontekście turkusowej organizacji wskazuje na odpowiedzialność za „małą i dużą ojczyznę”. Dla mnie pryncypialność w stosunku do własnych najbardziej fundamentalnych przekonań jest najjaskrawszym przeciwieństwem konformizmu, co nie znaczy, że nawet najgłębszych przekonań nie trzeba od czasu do czasu waloryzować.

4. Metoda krytyczna

Greckie kritike (od krtnein) oznaczało sztukę sądzenia lub umiejętność myślenia — Antoni Podsiad najogólniej opisuje krytykę, jako poddanie (czegoś) pod osąd rozumu. „Metoda” natychmiast przywołuje na myśl Kartezjusza i jego wędrówkę w poszukiwaniu kryterium odróżniania prawdy od fałszu, która doprowadziła go do słynnego cogito (od początku traktowanego przez niektórych, jako plagiat św. Augustyna).  W moim rozumieniu „metodyczne wątpienie” polega na weryfikacji własnych przekonań, celów i wyników działań, sprawdzaniu źródeł i zgodności elementów w strumieniu informacyjnym, śledzeniu wzorców w procesach, które obserwuję. Prowadzi do wyeliminowania błędów i samodoskonalenia, lepszego rozumienia i wzrostu świadomości. Myślenie krytyczne, a więc systematyczne pivotowanie i SWATowanie, jest immanentną składową mojego sposobu działania.

5. Ambicja

Jako dążenie po więcej wartości lub aspiracje do doskonałości. Chodzi, rzecz jasna, o pewien azymut, na który kieruje się działania, ale również o ściśle określone rozumienie pojęć. Tatarkiewicz w O doskonałości tropi przeszłe odniesienia znaczeniowe terminu „doskonałość”: łacińskie perfectus (źródłowo od perficio) znaczyło tyle, co: dokonany, dokończony, doprowadzony do końca (jego synonimem jest integer, od którego wiedzie się nazwa Grupy Integer Rafała Brzoski, oznaczający: pełny, bez braków). Nierozerwalnie łączy się z tym pojęcie spójności, którą chciałbym osiągnąć w jakimś horyzoncie czasowym, i wytrwałości, którą postanowiłem w sobie rozwijać.

6. Humanizm

Odkąd pamiętam, człowiek był dla mnie punktem odniesienia i zawsze pomoc innym była dla mnie imperatywem — o czym mówię bez dumy, raczej opisując stan rzeczy. Dostrzegam wiele konkurencyjnych stanowisk, np. egoizm w oświeceniowym utylitaryzmie (harmonizujzący z ogółem u Shaftesbury’ego, Hume’a i Smitha, lub nawet zupełnie radykalny u Hedonistów, jak choćby dla Bernarda de Mandeville’a w jego Bajce o pszczołach, 1723 r.), indywidualizm Stirnera, czy po prostu nieskończoną liczbę innych strategii życiowych, których nie mogę negować. Jako że zajmuję się analizą źródłową paradygmatu darwinowskiego, który współcześnie jest kojarzony z teorią „samolubnego genu”, przyjmuję wiele argumentów nt. możliwości kooperatywy opartej wyłącznie na wspólnym interesie bądź rachunku korzyści, a nawet tych, wskazujących na altruizm jako pewną odmianę egoizmu („pomagam innym, bo dzięki temu czuję się lepszy”). Niezależnie od tego, kontrybuowanie — w postaci działań, wiedzy lub środków — wzmacnia moje poczucie sensu i niesamowicie mnie napędza. Trudno to wyeksponować w tak brutalnej autoprezentacji, ale chęć dzielenia się lub pomocy jest wartością core’ową, którą chciałbym kiedyś postawić na pierwszym miejscu.

Simon Sinek w Start with Why wskazuje na dwie siły, zasadniczo wpływające na ludzkie zachowanie w otoczeniu organizacji: motywację i manipulację, przy czym tę pierwszą uważa za bardziej skuteczną. Ten stosunkowo prosty schemat, analizowany przez Sineka w kontekście przywództwa we współczesnych firmach technologicznych, takich jak Apple, można, jak sądzę, zastosować również do innych dziedzin.

Przemożna potrzeba radykalnej zmiany popchnęła mnie kilka lat temu w stronę ewaluacji swoich dotychczasowych przekonań i poszukiwania nowego korpusu wartości, bardziej adekwatnego i uaktualnionego o moje zmieniające się poglądy, również z myślą o nadchodzących wyzwaniach zawodowych. Postanowiłem zbudować nową motywację na fundamencie uwzględniającym zarówno moje organiczne predyspozycje, jak i wiedzę dostarczaną przez rozmaite dyscypliny naukowe: od filozofii, przez nauki społeczne, do ścisłych.

Pomysł, że istota ludzka lepiej działa natchniona sensem i poczuciem misji, nie pochodzi oczywiście od Sineka — jest to być może jedna z pierwszych obserwacji ontologicznych gatunku sapiens, towarzysząca ludziom od czasów najdawniejszych, odkąd dostrzeżono, że istnieje jakaś „siła” czy „duch” ożywiający materię i odróżniający żywe od nieżywego (wskazując przy tym na boskie pochodzenie owej siły). Grecy znali pojęcie pneuma, co mogło oznaczać wiatr, ale też tchnienie życia lub natchnienie boskie. Arystoteles używał terminu energeia, wprowadzając korelatywną parę „akt — możność”, w określonych sytuacjach po stronie aktu — mowa tu o Metafizyce (głównie księdze IX), dziele powstałym ok. 2370 lat temu. Możliwość czerpania z tak wspaniałej, systematycznie rozwijanej, wielowiekowej tradycji, wspieranej współcześnie przez nauki szczegółowe (jak choćby genetykę czy nauki o mózgu) w procesie redefinicji swojego Why, rozpoznaję jako powód do dumy i prawdziwą szansę.

Arystoteles ze Stagiry (384 — 322 p.n.e.)

Problem w tym, jak ocenić swój hardware i dobrać do niego odpowiednie oprogramowanie? Prof. Rafał Ohme, neuropsycholog zajmujący się badaniami marketingowymi, w swoim popularnym Emo sapiens prezentuje koncepcję pięknego umysłu w dzikim ciele: Emo Sapiens to człowiek emocjonalny, który łączy siłę świadomego intelektu z podświadomą intuicją i mądrością ciała. Łączenie pozornych przeciwności (coincidentia oppositorum, termin wprowadzony już przez Mikołaja z Kuzy), według prof. Ohme, ma leżeć w ludzkiej naturze. „To dzikość, naturalność i emocjonalność o ostrym jak brzytwa umyśle” — dodaje, jednocześnie stając w kontrze do Arystotelesa, który triumf umysłu widział właśnie w powściąganiu wszelkich emocji i haniebnych ziemskich ciągot.

Konstrukcja systemu wartości (choć wielu pewnie zaprotestuje przeciwko takiemu stawianiu sprawy, bo przecież wartości „wynosi się z domu” i albo się je ma, albo się ich nie ma), wsparta pogłębioną introspekcją,  musi według mnie wszystkie te elementy uwzględniać: warunki genetyczne, potrzeby i ograniczenia ciała, otoczenie społeczno-kulturowe, sposób funkcjonowania umysłu, awersje i dysforie, traumy, bodźce do zachowań apetytywnych, rzetelną prognozę przyszłych warunków i — rzecz jasna — projektowaną wizję siebie i potencjalnych rezultatów.

W moim przypadku punktem wyjścia było gruntowne i głębokie uświadomienie sobie faktu zmiany. (Zmiana jest absolutnie rudymentarnym procesem dla naszej rzeczywistości, do którego jesteśmy ewolucyjnie stosunkowo źle przygotowani, gdyż dużo lepiej odnajdujemy się w znanych warunkach). Włączenie tego faktu do analizy własnych zasobów, możliwości i oczekiwań, zaowocowało konkluzjami, które, jak sądzę, będą dla mnie przydatne w nadchodzących latach, a być może nawet do końca. Na poziomie najbardziej podstawowym swoją największą motywację, motor działania, najdonioślejsze Why, a jednocześnie dyspozycję wymagającą pielęgnacji i rozwoju (patrz wyżej: wolność = praca), rozpoznałem w swojej ciekawości świata. Przy okazji, poszerzanie wiedzy o świecie materialnym i niematerialnym we wszystkich możliwych obszarach, przyjąłem jako swój ziemski obowiązek. Żadna wizja materialnej gratyfikacji nie jest w stanie (i nigdy nie była) choćby ułamkowo pobudzić mnie do działania tak, jak możliwość doświadczania rzeczywistości i akumulowania wiedzy. W chwili obecnej wydaje mi się, że na podobnym poziomie funkcjonują u mnie chęć uczestnictwa w misji lub celu zaangażowanym społecznie i potrzeba kreacji.

Sinekowskie „dlaczego” w swych pierwocinach nie jest pytaniem o sens życia czy istotę człowieka, lecz dociekaniem, jak to się dzieje, że na wysokokonkurencyjnym rynku niektóre firmy, oferujące produkty podobne do konkurencji, osiągają spektakularne rezultaty, lub dlaczego niektórzy liderzy potrafią o wiele skuteczniej i głębiej zainspirować nie tylko swoje zespoły, ale całe grupy lub społeczności. Odpowiedzią Sineka, wypracowaną na bazie uważnej kwerendy materiału historycznego, jest zupełnie inny sposób komunikacji: wyjątkowe firmy lub jednostki nie sprzedają „tego” co mają (What), lecz to „dlaczego” to oferują (Why). Misja ma tu znaczenie kluczowe. Odwracają w ten sposób schemat zaprezentowany na diagramie „Golden Circle”: zazwyczaj podmiot wychodzi na rynek z ofertą, prezentując „to”, co ma (What) i próbując przekonać klientów „jak” ten produkt jest lepszy od produktów konkurencji (How), niekiedy tylko przechodząc do fazy „dlaczego” (Why) i przebywając w ten sposób niepełną drogę od zewnątrz do środka okręgu (niepełną, gdyż na pewnym etapie fazy How, większość potencjalnych nabywców odpada). Technologiczne unicorny i top leaderzy, według Sineka, wychodzą zawsze od „dlaczego” (Why), czyli od środka do zewnątrz diagramu, niejako „zarażając” społeczność klientów swoją pasją, wynikającą z głęboko zakorzenionej i ugruntowanej podstawy sensu własnego działania. A to z kolei wymaga od człowieka, chcącego osiągać ponadprzeciętne rezultaty, zejścia do warstwy nie tylko psychologicznej, ale również biologicznej, i pracy na poziomie układu limbicznego (dlatego w szeroko rozumianym obszarze high performance rosnącą popularnością cieszą się tzw. wizualizacje i mindfulness).

Ludwik Hirszfeld napisał kiedyś: „Kto chce zapalać innych, sam musi płonąć” (bon mot ów spopularyzował Jacek Walkiewicz podczas swojego najsłynniejszego wystąpienia na TEDzie). Nie da się „zapłonąć” (wyłączając oczywiście cudowną iluminację), nie ustawiwszy uprzednio struktury wartości, a przynajmniej nie w moim przypadku — dlatego Sinekowskie Why, czyniąc zadość wymogowi wewnętrznej spójności, rozciągam również na pytania najogólniejsze. Dla mnie i, jak mniemam, dla wielu podobnych, zajęcie stanowiska w fundamentalnych kwestiach egzystencjalnych, a więc w warstwie najgłębszej, ma znaczenie również w warstwach wyższych, np. na poziomie biznesowym. W tym punkcie istotna jest również aksjologia, którą prezentuje Sinek: wynik finansowy nie może być celem samym w sobie — należy go traktować zawsze jedynie jako rezultat działań. Celem biznesu, tym co odróżnia lidera myślącego szablonowo od myślącego w sposób nieskrępowany, winien być rozwój społeczności, a więc — mówiąc nieco patetycznie — uczynienie świata lepszym.

Jonathan Sutherland i Diane Canwell zauważają w Kluczu do marketingu:

Spośród wszystkich dyscyplin wchodzących w skład nauk ekonomicznych nie ma prawdopodobnie cieszącej się gorszą opinią niż marketing. Kojarzy się on bowiem z wprowadzaniem ludzi w błąd i manipulacją. Tymczasem w rzeczywistości odwołuje się do zasad etycznych, które często łamane są przez ludzi niezwiązanych z tą dziedziną.

Słowa te są zbieżne z myślą Sineka, ale również z moją własną. Być może, jeśli udało mi się dobrze poprowadzić swój wywód, wytrwały Czytelnik dostrzega już, jak z pozoru odległe i niezwiązane ze sobą punkty zazębiają się i układają w całość. Droga do nowego zespołu wartości, przy uwzględnieniu bardzo wielu złożonych czynników m.in. mojej wymagającej natury, jest jeszcze marszem na azymut, ale już bliżej celu. Tę drogę, co wyraźnie wskazywał już wspominany wyżej Descartes w Rozprawie o metodzie, każdy musi przebyć sam. Powinno też być jasne, że nie ma w tej mierze „dobrych” ani „złych” rezultatów, tak jak nie ma jednej absolutnej „spójności” — dla każdego z nas dobre, piękne, prawdziwe, ważne lub spójne może być coś innego. Zdaję sobie również sprawę, że nie wszyscy potrzebują tak wielopiętrowych analiz i diagnoz, by zapłonąć do działania na nowych kierunkach. Edmund Hillary („nowozelandzki pszczelarz”, jak go przedstawia Wikipedia), pierwszy zdobywca Mount Everest, zapytany dlaczego chce się tam wspiąć, miał odpowiedzieć: „Because it’s there!” (Bo tam jest!), czym w zasadzie zamknął temat. Ja, opisując swoje Why, mógłbym pokusić się o pewną modyfikację: Dlaczego chcę poznawać świat i uczynić go lepszym? Bo już tu jestem i on tam jest!